- Zapraszamy do przeczytania artykułu Pani Elżbiety Dominik „Pedagogika Montessori to moje miejsce”. 

Pedagogika Marii Montessori to zwarty system pedagogiczny, obejmujący wszystkie sfery rozwoju człowieka w okresie jego wzrostu, a więc od narodzenia do wieku dojrzewania. To filozofia życia, postawa wobec świata, która cieszy się poparciem największych myślicieli. Montessori wyznacza szlak dobrych życiowych zwyczajów i poczucia odpowiedzialności. Ludzie skupieni wokół tego ruchu tworzą społeczność, mają poczucie przynależności. Montessori to szacunek, transparentność w kontaktach międzyludzkich, życie oparte na zasadach i prawdzie. To edukacja na całe życie. Montessori uczy dzieci myśleć za siebie, pomaga znaleźć i rozwijać ich wyjątkowe talenty i zdolności. W tym ożywiającym środowisku dzieci rozkwitają, w sposób trwały charakteryzują się pasją nauki, inspirowane do odkrywania stają się aktywnymi obywatelami dorosłego życia. Mają wielkie poczucie motywacji, niespotykane wprost w konwencjonalnym nauczaniu, pracują nie, dlatego, ponieważ oczekują nagrody lub boją się kary, lecz dzięki wewnętrznemu przekonaniu, potrzebie, poczuciu honoru. Montessori oferuje bardzo szeroką wizję edukacji traktowaną, jako udzielenie pomocy ludzkiemu życiu. Opiera się na zasadach, które zakorzenione są w naturalnym rozwoju dzieci.

Kluczowe jest przygotowanie środowiska i wprowadzenie określonych zasad i granic, które dzieci przyswajają. W atmosferze samosterowanej pracy dziecko konkuruje jedynie z samym sobą. Uczy się nie bać popełniać błędów. Nauczyciel Montessori nie jest jedynie nauczycielem, ale liderem, przewodnikiem, mentorem. Sekretem dobrego nauczania jest postrzeganie dziecięcej inteligencji z szacunkiem. Montessori nazwała dziecięcy umysł ”żyznym polem, na którym możemy siać nasiona uczenia się, które będą rozkwitać pod słońcem wyobraźni dziecka”. Dbając o dziecięce fascynacje wszechświatem, otoczeniem –kładzie nacisk na naukę. Montessoriańskie sale są dokładnie przygotowanym środowiskiem. Zaprojektowane tak, by wspomagać rozwój dzieci, wyposażyć je w niezależność i dać poczucie sprawczości. Otoczenie, dzięki przejrzystym regałom, półkom podzielone jest na przestrzenie, w których znajdują się intrygujące materiały do nauki. Dzieci mają swobodę wyboru zadania. Montessori powie: „środowisko, które tworzymy dla naszych dzieci jest tym, które one będą chciały tworzyć dla swoich dzieci, dla wnuków …”
Montessori jest, więc pedagogiką, która ma swój rys wewnętrzny, swoje credo, coś, co ją określa, charakteryzuje. W Polsce, jako alternatywna forma edukacji powoli staje się synonimem dobrej, czyli skutecznej nauki. Zdarza się jednak tak, że Montessori to jedynie chwyt marketingowy, swoista fikcja merytoryczna. Wtedy oznacza cokolwiek, a celem jest jedynie przyciągnięcie potencjalnego klienta – Rodzica, często zagubionego i zdesperowanego z powodu wadliwego państwowego systemu edukacji i opieki nad dzieckiem. W Polsce panuje także błędne przekonanie, że dzieckiem a szczególnie małym, każdy potrafi się zająć. Związane jest to z zupełnym upadkiem etosu zawodu nauczyciela.  Brak miejsc w publicznych placówkach przedszkolnych niejako obliguje rodziców do poszukiwania innych form opieki nad dzieckiem, co może łączyć się z ryzykiem popełnienia błędu. Młody, polski biznes wprost naszpikowany jest manipulacją, nieuczciwością, fikcją a brak egzekwowania istniejącego prawa zwiększa już i tak znaczną nieufność Polaków.

Przez wiele, wiele lat pracowałam, jako nauczyciel w masowym szkolnictwie. Zdobyłam bardzo wysokie wykształcenie, jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, reedukator, pedagog terapeuta. Uczyłam dzieci młodsze, starsze i studentów. Poznałam system oświaty zarówno, jako rodzic – klient jak i nauczyciel – pracownik. Znam nie tylko życie codzienne nauczyciela i ucznia, ale także życie formalne – rady pedagogiczne, kontrole władz oświatowych, dokumenty. Można rzec, że nic nie jest dla mnie tajemnicą w tym systemie i resorcie.

Przez wiele lat pracy mogłam przyglądać się zarówno założeniom jak i realizacjom kolejnych zmian, reform, udogodnień. Zastanawiałam się, dlaczego nawet niezmiernie słuszne decyzje zostają wynaturzone w praktyce. Byłam nauczycielem, o którym mówiło się, że jest wyróżniający, z powołania, z pasją. Zresztą sama też tak siebie postrzegałam. Nie mniej jednak przez wszystkie lata pracy zawodowej odnosiłam ciągle wrażenie, że nie pasuję do edukacyjnej rzeczywistości. Miałam jednak osobiste przekonanie a właściwie pewność, że to nie mnie trzeba zmienić, lecz ów edukacyjną rzeczywistość.

Zawód nauczyciela wybrałam późno, jako drugą, odrębną od dotychczas wykonywanej profesję, mając 35 lat. Był to początek transformacji ustrojowej w Polsce, a dla mnie szansa na realizację moich młodzieńczych marzeń. Byłam młodą matką, miałam dwie córki, a więc system edukacji poznawałam, jako klient. Miałam przekonanie o wyższości tego zawodu jak również uważałam, że piastują go ludzie wyjątkowi. Wprost nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. Przecież wychowywać może ktoś, kto jest wychowany a uczyć ktoś, kto sam umie. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Nie mniej jednak czas spędzony na nauce bez względu czy był to trud przy tablicy, czy ten w gabinecie lub innym razem w auli, uważam za niezwykle wartościowy w moim życiu. Pisząc ten artykuł nie chcę skupiać się na krytyce, chcę dokonać analizy porównawczej, konstruktywnego wywodu, dlaczego uważam, że pedagogika Montessori to moje miejsce.

Moim ideałem nauczyciela, za którym podążałam w pracy był Janusz Korczak. Znałam jego system wychowawczy, praktyczne rozwiązania, które stosował w swoich domach dziecka. Wiele elementów stosowałam w swojej pracy wychowawczej. Jestem nimi zafascynowana do dnia dzisiejszego. Żałuję bardzo, że metody, techniki i różnorodne skuteczne rozwiązania pedagogiczne nie tylko rzadko są powielane w praktyce nauczycielskiej, ale wręcz są mało znane. Marii Montessori i jej pedagogiki właściwie nie znałam. Wiedza na ten temat, zdobyta na studiach, nie miała większego znaczenia dla wyboru, którego po wielu latach dokonałam. Wychowanie to proces twórczy, ustawiczne poszukiwanie własnych skutecznych form i metod. To wskazanie ogólnego kierunku działania, zasad, które wychowawca powinien dostosować zawsze do konkretnych potrzeb i warunków oraz do konkretnych dzieci. Podążając za Januszem Korczakiem źle czułam się w zamkniętym, sztywnym, mało elastycznym i sformalizowanym systemie.

Nauczyciel powinien zainteresować ucznia jego własnym postępowaniem, obudzić refleksję nad swoimi czynami, uczyć go samokrytycyzmu i tolerancji wobec drugiego człowieka, starać się kształtować mocny fundament wzorowej postawy etycznej dziecka. Korczak mówił: „Nie tak ważne żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć a żeby rozumiał, nie żeby go wszystko troszkę obchodziło, a żeby go coś naprawdę zajmowało, żeby miał zamiłowanie.” Tak, więc nauczyciel uczy swoją osobowością tym, kim jest, co uważa za ważne, jaki system wartości wyznaje. Koncepcja wychowawcza wynika z ogólnej postawy nauczyciela – człowieka, osoby wobec świata i to właśnie ona określa postawę do lub od dziecka. Człowiek tchórzliwy nie nauczy drugiego odwagi w działaniu, a nieuczciwy nie przekaże umiłowania prawdy i szacunku dla prawa. Bez określenia, co dobre a co złe żadna wiedza nie okaże się ważna. Bardzo często zapomina się o tym, uporczywie oddzielając nauczanie nierozerwalnie związane, od wychowania ponosząc już nie fiasko, lecz zdecydowaną porażkę, a nauczyciela sprowadza się do roli tuby, która ma przekazać wiedzę.

W Montessori otoczenie skłania do działania, dziecko kierowane wewnętrzną potrzebą, poprzez wybór materiału ćwiczeniowego zdobywa kolejne umiejętności. W konwencjonalnym nauczaniu przewagę zyskuje bezruch, narzucona przez nauczyciela aktywność i …marzenie dziecka o tym, kiedy wreszcie będzie koniec. Obecnie w wielu szkołach likwiduje się dzwonek lub tradycyjny zastępuje innym dźwiękiem, ponieważ w dzieciach budzi on emocje nie do opanowania. Napięcie i stres, które obecnie towarzyszą uczniowi są znacznie większe niż kilka lat temu. Oczywiście próbowano wprowadzić różne rozwiązania, mające zmniejszyć negatywne emocje wywołane bezruchem i przymusem. Proponowano pracę w grupach, czasami pobyt na zielonej szkole, wyjście, wycieczkę, obejrzenie filmu, w młodszych klasach siedzenie w kręgu na dywanie itp. To pozytywne przejawy, natomiast o negatywnych obszernie pisano w prasie nie wyjaśniając istoty problemu. Ustalony plan zajęć, realizowanie narzuconego dziecku programu, położenie nacisku na myślenie abstrakcyjne, motywowanie za pomocą kar i nagród, wysokie oczekiwania wobec dziecka bez możliwości sprostania wymaganiom powodują, że szkoła dla wielu jest miejscem nie do wytrzymania. Nie pomogły tzw. stopnie awansu zawodowego nauczyciela, obecnie większość nauczycieli to nauczyciele dyplomowani a to ostatni stopień przed profesorem oświaty. Niczego to w życiu dziecka nie zmieniło na lepsze. Uczeń jest jeszcze bardziej obciążony pracą domową niż poprzednio. Natomiast praca domowa w świetle metody Montessori to zadania, które mają na celu pogłębianie zainteresowań, relacji rodzinnych, satysfakcjonującego spędzenia czasu. Jeżeli szkoła stwarza możliwości do pracy i nauki, to, jaki ma cel przeciążanie dzieci pracami domowymi. A może szkoła w bardzo ograniczonym zakresie przekazuje wiedzę i żeby uczeń opanował materiał musi nauczyć się go w domu.

W Montessori człowiek najpierw uczy się czynności życia codziennego, począwszy od najprostszych działań aż do podejmowania skomplikowanych decyzji życiowych. W konwencjonalnym nauczaniu oczekuje się wielorakich umiejętności bez dostarczenia doświadczeń, które do tego prowadzą. Ten brak logiki na każdym kroku jest podstawową cechą systemu oświaty. Wprost gołym okiem widać, że jedno do drugiego nie pasuje i nie ma prawa się udać. Dziecko wtłoczone zostaje w proces, którego nie akceptuje. Musi nawet ukryć ten fakt i udawać, że jest zadowolone. Tak naprawdę wyboru może dokonać między większym lub mniejszym złem. Można pisać o podmiotowym nauczaniu, o tym, że dobro dziecka jest w oświacie najważniejsze, przeprowadzać badania na temat nauczycieli, ubolewać nad wychowaniem, wprowadzać zmiany, które niczego nie zmienią, lecz wywołają jeszcze większą frustrację i chaos.
Akceptując dziecko takie, jakie jest, trzeba uwzględniać jego wady i potknięcia. Trzeba mieć świadomość trudu, jaki musi ponieść dążąc do poprawy i wyzbycia się negatywnego zachowania. Doskonałą techniką, którą stosował Korczak były zakłady. Był to proces samowychowywania, którego zasadniczym celem było uświadomienie sobie przez dzieci zachowań, które nie mogą być społecznie akceptowane. „Jesteś porywczy – mówię chłopcu – dobrze bij, byle niezbyt mocno, złość się, ale raz na tydzień, tylko.” W grupie (czy to w klasie, czy przedszkolu czy też szkole) powinny funkcjonować przejrzyste zasady określające wewnętrzną organizację życia dzieci (i nie tylko) w zespole. Należy stopniowo prowadzić do usamodzielniania dziecka, stwarzać sytuację, dzięki którym wyłoni się dziecięca inicjatywa, czynnie obserwować codzienne zachowanie się dziecka, nie lekceważąc przy tym pozornie drobnych zjawisk, poznać każde dziecko i wewnętrzną organizację oprzeć na mówieniu i wzajemnym porozumieniu. Zasadza się to na szacunku do dziecka, jako człowieka, który ma się rozwijać poprzez swą aktywność. Bez działania rozwój jest niemożliwy. Zakłady przyjmowane były raz w tygodniu i zapisywane w książce zakładów. Nagrodą za dotrzymanie zakładu były dwa cukierki. Nie stanowiły one dużej wartości materialnej, lecz były symbolem zwycięstwa – nad sobą. Dobroć to najkrótsza i najpewniejsza metoda w pracy wychowawczej z dziećmi.

Trzon organizacji samorządowej w systemie wychowawczym Korczaka stanowiły sądy. Określały one specyficzne podejście do problemu kary. „Jeśli ktoś zrobił coś złego, najlepiej mu przebaczyć. Jeśli ktoś zrobił coś złego, bo nie wiedział, to już wie teraz. Jeśli zrobił coś nieumyślnie, będzie w przyszłości ostrożniejszy. Jeśli zrobił coś złego, bo go namówili, to już nie będzie słuchał. Jeśli zrobił coś złego, bo go namówili najlepiej mu przebaczyć, czekać aż się poprawi.”

U podstawy procedury sądowej leżała wiara w poczucie sprawiedliwości dziecka. Celem korczakowskiego sądu nie było karanie, skazywanie czy potępienie dziecka. „Dziecko musi poznać swoje błędy [- rozumował Korczak], musi zrozumieć, że jego zachowanie nie jest społecznie akceptowane, dopiero wówczas można liczyć na jego poprawę.”

Działalność sądu opierała się na kodeksie opracowanym przez samego Korczaka. Kodeks zawierał paragrafy uniewinniające od 1 do 99 i skazujące od 100 – 1000, przy czym paragrafów skazujących było tylko 10 rozstawionych w odstępie, co 100. Sędziowie wybierani byli przez głosowanie. Sędzią mogło zostać tylko to dziecko, które w ciągu tygodnia nie miało ani jednej sprawy. Każde dziecko miało prawo podać do sądu siebie, kolegę, wychowawcę lub innego dorosłego zapisując swą sprawę na tablicy sądowej. Nad całością funkcjonowania sądu czuwała Rada Sądowa, w skład, której wchodził wychowawca i dwóch sędziów. Istniała także funkcja sekretarza, który zapisywał wyroki do specjalnej książki. Odczytywano je przy wszystkich.

„Nie kara, lecz zrozumienie i tolerancja, ostrzeżenie i upomnienie, a przede wszystkim nacisk społeczności dziecięcej stanowią istotny czynnik „wychowawczy sądu koleżeńskiego” [Korczak].

Janusz Korczak przypisywał rozmowie ogromne znaczenie w kontaktach z dzieckiem. Partnerski sposób wspólnego radzenia nad ważnymi sprawami pobudzał w dzieciach chęć zabierania głosu, wzmagał odwagę i uczył odpowiedzialności. Korczak organizował wspólne posiedzenia i rady. Uczyły one dzieci wspólnego obradowania, tworzyły atmosferę zaufania, zrozumienia. Zacieśniało to kontakty zarówno między dziećmi jak i między wychowawcą a społecznością uczniowską. Nauczyciel nie może być zamknięty na potrzeby dziecka, jego zainteresowania, dążenia i pragnienia. Trzeba wiele taktu, serdeczności i zrozumienia dla dziecka, aby umiejętnie z nim rozmawiać nie raniąc jego uczuć. Oprócz bezpośrednich rozmów system wychowawczy Korczaka cenił także słowo pisane.

Kolejną techniką wpływu wychowawczego była tablica ogłoszeń. Była ona umieszczona w zasięgu wzroku dziecka, by mogło zapoznać się z zarządzeniami zawiadomieniami i ogłoszeniami, które w sposób zasadniczy regulowały życie placówki. Spełniała ona także funkcję dydaktyczną – wdrażała dzieci do czytania i redagowania wypowiedzi pisemnych. „Tam nawet gdzie większość dzieci nie umie czytać, zawiesiłbym tablicę ogłoszeń, nie znając liter, nauczą się poznawać swe imię, poczują potrzebę, odczują zależność swą od tych dzieci, które potrafią czytać” – pisał Korczak. Na tablicy znajdowały się informacje o pogodzie, wiadomości, z gazety, rebusy, zdarzenia z życia placówki a także różne listy, imienne m.in. lista wczesnego wstawania wdrażająca dzieci do samodyscypliny, lista uchybień i szkód, lista obecności, krzywa bójek, lista oszczędności dzieci, lista odzwierciedlająca fizyczny rozwój dziecka (wzrost, waga).

Tak funkcjonująca tablica ogłoszeń pełniła rolę wychowawczą i miała bardzo duży wpływ na samodoskonalenie dzieci. Tak postępował wielki pedagog, natomiast współcześnie często nie podaje się publicznie – w środowisku – już żadnych informacji o dziecku, co oznacza, że nie dokonuje się wartościowania postępowania, tracąc przy tym istotną funkcję, jaką mogłoby spełniać środowisko szkolne. Wychodzi się z założenia, że nie można wyróżnić - pozytywnie, bo innym dzieciom będzie przykro, nie można też wskazać negatywnego zachowania, bo się „naznacza”. Nie można też podać obiektywnych informacji, bo obowiązuje ochrona danych osobowych, bądź są to kwestie prywatne. Tablica pozwalała także na sprawny przepływ informacji, eliminowała zbędną gadaninę i chaos.

Kolejną techniką porozumiewania się z dziećmi, którą stosował Korczak była skrzynka do listów. Dzieci wrzucały do niej kartki z prośbą, żądaniem, troską, zapytaniem. Codziennie wychowawca wybierał kartki ze skrzynki, mógł rozważyć i zastanowić się nad nurtującymi dzieci problemami. Dzieci uczyły się myślenia, formułowania problemu, odróżniania rzeczy drobnych i przelotnych od ważnych, czekania na odpowiedź. Poza tym uczniowi nieśmiałemu łatwiej było wrzucić list do skrzynki niż zabrać głos w danej sprawie.

Dużą rolę w kształtowaniu się partnerskich stosunków interpersonalnych odgrywała gazetka. Na jej łamach dzieci dzieliły się nie tylko własnymi zmartwieniami, wątpliwościami, ale również zajmowały aktywne stanowisko w życiowych kwestiach społeczności. Dając możliwość wypowiedzenia się w formie pisemnej, dziecko musiało przemyśleć sprawy, które chciało poruszyć na łamach gazetki. Jak wiele korzyści wychowawczych przynosiły te proste techniki, które regulowały życie społeczności?! Jaka to była nieoceniona praktyczna nauka, wprost szkoła życia, szkoła demokracji?! Gazetka „uczy śmiałości w wypowiadaniu swych przekonań, uczy przyzwoitego sporu w argumentach a nie kłótni, wprowadza jasność, gdzie bez gazety myszkuje plotka i oburza, ośmiela nieśmiałych, jest sumieniem gromady.”

Ważną rolę w systemie odgrywały dyżury, w które ujęta była praca użyteczna dzieci – pomoc słabszym, utrzymanie czystości i porządku, praca w kuchni, jadalni, bibliotece. Lista dyżurów i dyżurnych ustalana była raz ma miesiąc. Aktywnie uczestniczące w życiu placówki dzieci czuły się jej gospodarzami i podejmowały odpowiedzialność za jej wewnętrzny kształt.

W rzeczywistości edukacyjnej powszechne są narzekania na fikcyjność samorządu uczniowskiego. System wychowawczy Korczaka podaje konkretne rozwiązania możliwe do wprowadzenia w każdej placówce, w której przebywają dzieci. Myślę jednak, że to nie metody i techniki stworzyły system wychowawczy, tylko osobowość nauczyciela – wielkiego człowieka stworzyła niepowtarzalny system wychowania, gdzie najważniejszym wykładnikiem była miłość i jej przejawy: ciepły dotyk, uśmiech, serdeczność, życzliwość, pomoc, przytulenie ciepłe, łagodne, słowa oraz dobre spojrzenie. Pomimo tego Korczak mówił: „Nic wam nie dajemy. Nie dajemy Boga, bo Go sami szukać musicie we własnej duszy, w samotnym wysiłku. Nie dajemy Ojczyzny, bo ją odnaleźć musicie własną pracą serca i myśli. Nie dajemy miłości człowieka, bo nie ma miłości bez przebaczenia, a przebaczać – to mozół, to trud, który każdy sam musi podjąć. Dajemy wam jedno: tęsknotę za lepszym życiem, którego nie ma, ale kiedyś będzie, za życiem Prawdy i Sprawiedliwości. Może ta tęsknota zaprowadzi was do Boga, Ojczyzny i Miłości.” System wychowawczy Korczaka dokładnie precyzował idee pedagogiczne „Daj dziecku dobrą wolę, daj wysiłkom ich pomoc, ich trudom błogosławieństwo. Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą…”.

Po wielu latach pracy w publicznej, masowej szkole, doszłam do wniosku, że system wychowawczy, któremu chciałam być wierna nie jest możliwy do realizacji bez właściwie przygotowanego otoczenia dziecka – miejsca, w którym w sposób bezpieczny i swobodny dziecko mogłoby odkrywać rzeczywistość na miarę swojego wieku, zdobywać doświadczenie społeczne, umacniać się w poczuciu własnej wartości. Wtedy zrodziła się myśl opracowania kompleksowego programu edukacyjnego opartego na systemie wychowania Janusza Korczaka i pedagogice Marii Montessori – Szkoła życia i przyjaźni dla dzieci w wieku przedszkolnym” Ogródek Marysieńki” oraz wdrożenia go w prywatnej placówce. Byłam pewna, że powszechny system edukacyjny po prostu nie działa, często niszczy aktywność dziecka, jego wiarę w siebie, poczucie godności. Wprowadza chaos myślowy, wychowuje ludzi niezaradnych, uległych, bądź zbuntowanych. W gruncie rzeczy przedszkole lub szkoła nie są domem dzieci, lecz instytucją, która funkcjonuje sama dla siebie. Całe otoczenie dziecka jest zbiorem niewspółgrających a często wręcz wykluczających się elementów. Nietrudno odnieść wrażenie, że to wszystko po prostu nie działa a dowody na to są widoczne każdego dnia. Świat ludzi dorosłych udaje, że tego nie widzi lub żywi nadzieję, że wszystko rozwiąże się samo. Dopiero w sytuacjach drastycznych, w które uwikłane są dzieci zastanawiamy się, gdzie tkwi błąd.

Maria Montessori podobnie jak Janusz Korczak była niezwykłą osobowością, pierwszą we Włoszech kobietą – lekarzem. Poświęciła swoje życie na obserwowanie i rozpoznawanie prawdziwej natury dziecka. Na drodze swej kariery zrezygnowała z intratnych i nobilitujących posad uniwersytetów całej Europy, jako lekarza i naukowca, a także z osobistej opieki nad rodzonym dzieckiem, co było dla niej źródłem niewypowiedzianego bólu. Żyła tak jak i Stary Doktor w czasach niezwykle trudnych i bolesnych, a jej marzeniem było by troska o prawidłowy rozwój dzieci została podjęta. Jako zasadę pedagogiczną wprowadziła ograniczenie działalności wychowawcy na rzecz samodzielności dzieci. Podkreślała rolę rodziców dziecka, jako pierwszych nauczycieli, zwracając się do nich bardzo często w swoich wykładach i książkach. Jednocześnie stwierdzała „Edukacja Montessori działa dla każdego dziecka. Nie działa ona jednak w przypadku każdego rodzica.”Uważała, że największy wpływ na rozwój języka mówionego i pisanego ma rodzina. Do rozwoju mowy przywiązywała zasadniczą wagę, zalecała częste czytanie dziecku na głos, rozmowę z dzieckiem mówienie do niego w sposób, wyrazisty, przejrzysty już od niemowlęctwa” Dziecko jest chętne, by mówić do ciebie - powie Montessori - a pragnienie porozumiewania się jest fundamentem mowy i języka.”

Głównym założeniem pedagogiki Montessori jest uczenie poprzez działanie. Uczniowie zdobywają wiedzę, kompetencje, umiejętności, doświadczenie poprzez własną spontaniczną aktywność. Tu nauczyciel nie narzuca dziecku działań, ale jedynie współpracuje w procesie wychowawczym. Wbrew pozorom nie tylko nie tworzy to chaosu, ale wręcz przeciwnie, rozwija umiejętność współpracy, zapewnia spontaniczną i twórczą aktywność, pomaga w rozwijaniu indywidualnych cech osobowości, w zdobywaniu wiedzy, umiejętności i kompetencji, kształtowaniu prawego charakteru. Montessori była zdania, że niezbędne jest przygotowanie dorosłego, aby potrafił właściwie pracować z dzieckiem. Najpierw on sam powinien odznaczać się wysoką samodyscypliną, zaangażowaniem i profesjonalnym podejściem: „Nauczyciel musi dać lekcję, zasiać ziarno i zniknąć, obserwując i czekając.” Założeniem pedagogiki jest, że dzieci w tym samym wieku znajdują się często na różnych poziomach rozwoju i ich rozwój jest niepowtarzalny. Maria zaobserwowała, że wszystkie dzieci są ciekawe świata, mają swoje zainteresowania i pasje. Jednocześnie zakłada, że optymalna grupą do pracy jest grupa różnowiekowa, pozwala to na odnalezienie swojego poziomu pracy, uczenie się od innych i uczenia innych. Jest to naturalne, tak jak w rodzinie, w pracy lub w innej społeczności.

Aby ocenić pedagogikę Korczaka i Montessori, trzeba ją rozumieć. Aby zrozumieć trzeba sięgnąć do źródła, czyli myśli obojga pedagogów. Według Marii Montessori tak jak według Janusza Korczaka wszelkie działania wychowawcze powinny prowadzić do tego, aby dziecko miało szansę do prawidłowego rozwoju. Wprost zachwyca szacunek okazywany dziecku. „ Kiedy przebierasz lub kąpiesz niemowlę – mówi Maria- zamiast rozpraszać je zabawką, spojrzyj w jego oczy, powiedz mu, co w tym momencie robisz, zadawaj pytania, dawaj wybór” Innym razem przestrzega dorosłych „Musimy być bardzo uważni w szanowaniu pracy dziecka i nie przerywaniu jej dokładnie w taki sposób, jaki chcielibyśmy, by nie przerywano nam w ważnym zadaniu, które wykonujemy.” Wnikając w sens tych słów zastanawiamy się nad sobą zamiast ciągle zarządzać dzieckiem...

Istotnym elementem pedagogiki Marii Montessori jest autorski zestaw materiałów edukacyjnych. Każdy element całości materiału ma swoją ustaloną funkcję w przygotowanym otoczeniu. Dzięki temu pedagogika Montessori jest zwartym, spójnym, kompleksowym systemem pedagogicznym, obejmującym zarówno wychowanie jak i nauczanie. Zdobywając wiedzę o metodzie Marii Montessori byłam zachwycona logiczną spójnością materiału dydaktycznego. Pomoce te cechuje: prosty, precyzyjny, estetyczny sposób wykonania, uwzględniający stopniowanie trudności i przystosowanie do konkretnych potrzeb rozwojowych ucznia. Ich wykonanie i konstrukcja daje możliwość samodzielnej kontroli błędów i pomyłek. Pomoce są oryginalne – w żadnym egzemplarzu nie powtarza się żaden element, natomiast zapewnione jest wielowariantowe zastosowanie i powtarzalność doświadczenia. Dziecko przechodzi od materiału konkretnego do bardziej abstrakcyjnego, budzi swoją ciekawość, jest zainteresowane i zmotywowane. Materiał cechuje duży związek z rzeczywistością społeczną i przyrodniczą. Cechuje go uporządkowanie i ograniczenie ilości, dzięki niemu dziecko wyzwala w sobie różne formy aktywności, dokonuje się także transfer wiedzy i umiejętności na otoczenie a dziecko, samo często kontroluje błędy. Jest to zupełnie odmienny punkt widzenia w porównaniu z nauczaniem konwencjonalnym, a skuteczność tej metody jest wprost zadziwiająca. W nauczaniu konwencjonalnym dziecku nie wolno popełniać błędu a, gdy mu się to zdarzy, jest negatywnie oceniane. Uczeń od razu ma umieć a, to ile umie ma potwierdzić wielkość nauczyciela. Smutny jest, więc los tych, którzy mało wiedzą i potrafią. Zaniża się wymagania, aby udowodnić, że czegoś się jednak uczniowie nauczyli i tak jest na wszystkich etapach edukacji zaczynając od żłobka, przedszkola kończąc na uczelni. Maria Montessori, jako lekarz, naukowiec i pedagog, doświadczała często olśnienia patrząc na swoich wychowanków i coraz bardziej doskonaliła opracowane przez siebie materiały dydaktyczne. Jej celem było przygotowanie dziecka do samodzielnego aktywnego i świadomego życia w otaczającym świecie. Przygotowane pomoce dydaktyczne z różnych dziedzin wiedzy tematycznie nie tylko odpowiadają obowiązującym programom nauczania, ale znacznie go rozszerzają. W ten sposób dzieci zdolne nie nudzą się, a te mniej zdolne mogą opanować materiał danej tematyki dzięki różnorodnym pomocom dydaktycznym. Dzieci uczone metodą Montessori uczą się samodzielności, dociekliwości i co bardzo ważne odpowiedzialności za czas przeznaczony na naukę. Część pomocy jest projektowana i wykonana przez samych nauczycieli, którzy podążają za zainteresowaniami i pasjami swoich uczniów. Warto wiedzieć, że w 1949 roku Montessori pytała: „ Gdzie doprowadzi nas posiadanie dyplomu w tych czasach? Czy można być, choć pewnym, że zapewni nam godne życie? Jak możemy wyjaśnić ten brak pewności? Powodem tego jest fakt, że młodzi ludzie spędzają swoje lata na słuchaniu słów, a słuchanie nie czyni człowieka. Jedynie rzeczywista praca i doświadczenie prowadzi młodego człowieka do dorosłości.”

Cały materiał dydaktyczny opracowany przez Marię Montessori można podzielić na kilka kategorii. Materiał do praktycznych ćwiczeń stosowanych w życiu codziennym. Związany jest on z troską o siebie i otoczenie. Pozwala dziecku na zdobycie niezależności, wdraża do samokontroli. Pomaga kształtować nawyki związane z przygotowaniem miejsca pracy utrzymaniem porządku wokół siebie i w najbliższym otoczeniu. Punkt widzenia na dziecko jest zupełnie inny. Traktuje się je, jako partnera, który uczy się od doświadczonego, życzliwego dorosłego. Uczy się, bo jest mądre, jest wstanie opanować i wyćwiczyć dane umiejętności, działać, kształcić się, odkrywać swoją drogę, tworzyć samego siebie. To nie jest punkt widzenia dorosłego: „Jesteś za mały, tego jeszcze nie potrafisz, do tego się nie nadajesz, musisz dorosnąć, nie rusz, uważaj, nie dotykaj, bo zepsujesz.” Aktywności życia codziennego to przelewanie,; przesypywanie, zapinanie, polerowanie, sprzątanie, zmywanie, nakrywanie do stołu, wyciskanie soku, układanie bukietów itp. Dziecko działa, podejmuje aktywność, uczy się, nabiera przeświadczenia, że potrafi. Widok pracujących w ten sposób dzieci jest wspaniały. Dziecko w naturalny sposób włączone jest w działanie ludzi dorosłych, którzy zamiast wyręczać, pokazują dziecko jak ma wykonać daną czynność.

Materiał Montessori tworzy uporządkowaną całość programową, służy nie tylko rozwojowi intelektualnemu, ale kształtowaniu całej osobowości. Materiał sensoryczny służy wszechstronnemu kształceniu zmysłów (wielkość, grubość, długość), kształtów, smaków, ciśnienia i ich powiązań. Dzieci poznają wiele pojęć związanych z doznaniami płynącymi przez zmysły, uczą się nazywać i różnicować. Wyrabiają w sobie świadomość istnienia ładu i harmonii w otoczeniu. W klasie materiał uporządkowany jest zgodnie z rozwojem poszczególnych umiejętności. Sala montessoriańska jest wzorem porządku i harmonii. Dzieci mają możliwość wyboru miejsca, rodzaju, czasu i pozycji do pracy, po skończonych ćwiczeniach odkładają wszystko na miejsce. W swojej pracowni czują się nie tylko gospodarzami, ale współtwórcami otoczenia, w którym przebywają. Zasadę utrzymania ładu i porządku w sposób naturalny akceptują. Cała przestrzeń daje poczucie ładu, który przynosi wewnętrzny spokój i idealne warunki do pracy. W otoczeniu, „jakość bycia z drugim człowiekiem jest znacznie ważniejsza niż ilość i jakość przedmiotów nas otaczających.” Pierwsze 6 lat życia odznacza się ogromnym wzrostem, postępem. Dziecko w tym okresie nieustannie myśli, pracuje chłonąc wszystko, co je otacza.

Będąc na kursie Montessori zorganizowanym przez Polski Instytut Montessori, gdzie prowadzącym była Pani Joanna Maghen, byłam zafascynowana poznawaniem tajników prezentacji poszczególnych ćwiczeń. Zachwycałam się spokojem, ciszą i kulturą nauki. Pomimo wieloletniego, bogatego doświadczenia z radością chłonęłam nową wiedzę. Było to zupełnie, co innego niż do tej pory znałam. W nauczaniu konwencjonalnym wszystkie dzieci robią to samo, w jednym czasie i w określonym przez nauczyciela tempie. Oczywiście w chwili obecnej pozwala się na pewne różnice, ale tak naprawdę niczego to nie zmienia w edukacji dziecka. W klasie Montessori jest zupełnie inaczej. Jaś poleruje srebrną łyżeczkę (materiał życia praktycznego), chce żeby pięknie lśniła, Marysia pracuje z kolorowymi tabliczkami (materiał sensoryczny), układa, które kolory są takie same, Kasia ćwiczy na dywaniku z cylindrami, uczy się wielkości, Kuba układa z liter wyrazy (materiał językowy), Julka ćwiczy z wrzecionami (materiał matematyczny), doświadcza ilości, ściska w rączce wrzeciona, to „1”, tyle to „5” a tak dużo to „7” (w głowie przebiega analiza - Julka czuje jedno wrzeciono to mało, dwa więcej, pięć jeszcze więcej), Marta i Monika ćwiczą na materiale biologicznym (materiał tzw. wychowania kosmicznego). To dopiero jest nauczanie wielopoziomowe, ba wieloedukacyjne. Biorąc pod uwagę, że dzieje się to w atmosferze swobodnego wyboru, samodzielności, twórczego zaangażowania, korzyści są olbrzymie. Dzieci uczą się dokładności, koncentracji i systematyczności w działaniu, nabywają zamiłowania do porządku w swoim otoczeniu, nabierają wprawy i umiejętności pracy w ciszy. Montessori inspiruje, pielęgnuje ciekawość, kreatywność, wyobraźni, pozwala dzieciom na wytworzenie poczucia niezależności i samodyscypliny. Celem jest nie tylko to, by dziecko zrozumiało, ale także to by dotknąć jego wyobraźni, by zachęcić je od wewnątrz, „obudzić ludzkiego ducha”. Dzieci, które uczą się tradycyjnie matematyki z reguły nie umieją przełożyć wiedzy na życie praktyczne, na własny użytek, nie osiągają prawdziwego zrozumienia zagadnienia. W Montessori doświadczają tego, co dzieje się w matematyce i geometrii, uczą się poprzez zmysły, często doświadczają sensorycznie, dzięki czemu abstrakcyjne pojęcia są rzeczywiste, jasne, konkretne.

W systemie wychowawczym Marii Montessori bardzo duży nacisk kładzie się na środowisko dziecka i otoczenie, w jakim przebywa. Wszystko to, co otacza dziecko, ma wpływ na jego rozwój: „dziecko, które naprawdę pokochało swoje otoczenie i wszystkie stworzenia, które odkryło radość i entuzjazm w pracy, daje nam powód by mieć nadzieję. Nadzieję na pokój” - powie Montessori. Zatem jedną z podstawowych ról wychowawcy jest stworzenie dziecku takiego otoczenia, które sprawi, że będzie ono szybciej, chętniej i skuteczniej się uczyć. Będzie zadowolone i radosne. Wszelkie materiały i pomoce powinny być uporządkowane tematycznie. Dziecko powinno mieć do nich łatwy dostęp, pomoce muszą być tak rozmieszczone, aby nie miało problemu w sięgnięciu pod daną pomoc edukacyjną. Nauczyciel umożliwia dziecku samodzielne odkrywanie rzeczywistości, jest pośrednikiem między dzieckiem a otoczeniem. Zwraca się do dziecka a nie do grupy. Materiał językowy służy poznawaniu słowa pisanego, wzbogaca słownictwo dziecka, uczy właściwego używania języka mówionego. Pozwala na naukę czytania i pisania, gramatyki a także pracy z tekstem. Rozbudza zainteresowanie słowem, a także pozwala na właściwe kształtowanie pracy dłoni przy pisaniu. Już dzieci w wieku przedszkolnym w sposób naturalny i poglądowy poznają części mowy: rzeczownik, czasownik, przymiotnik, przysłówek. Byłam tym zdumiona jak przedszkolaki posługiwały się formą:, co krowa robi – ryczy, jaka krowa - brązowa, jak ryczy - głośno, biorąc pod uwagę, że dzieci w szkole mozolą się razem z nauczycielem by nauczyć się części mowy a potem części zdania.
W Montessori wszystko wychodzi od dziecka, wszystko jest logiczne, spójne, uporządkowane, poglądowo czytelne. To zachwycająca dydaktyka. Maria Montessori sformułowała zasady obowiązujące w jej placówkach. Według nich każdy uczeń powinien mieć ustalony indywidualny poziom wymagań, dzięki czemu realizowany program kształcenia będzie dostosowany do indywidualnych możliwości każdego wychowanka, jego umiejętności i zainteresowań, nie powinno się wprowadzać zasad współzawodnictwa i konkurowania, nie obowiązują oceny, nie ma nagród i kar a proces wychowania opiera się na samokontroli. Każdy uczeń ma założoną kartę obserwacji, w której nauczyciel notuje czynności wykonywane przez dziecko w ciągu dnia, swoje obserwacje i spostrzeżenia. Promocja z klasy do klasy nie opiera się na ocenie uzyskanej przez wychowanka z zakresu konkretnego przedmiotu. Celem działań dorosłego jest pełna szacunku i miłości postawa, wspieranie młodego człowieka w realizowaniu indywidualnego wewnętrznego planu rozwoju.

Nauczyciel pomaga dziecku w umiejętnym korzystaniu z wolności w myśl zasady: „pozwalać na tyle, ile to możliwe, a ograniczać tyle ile to konieczne”. Tylko poprzez akty wolnego wyboru dziecko może zaistnieć – ujawnić swą istotę i swoje zainteresowania, uzdolnienia i kreatywność, rozwijać i poznać siebie – swoje mocne i słabe strony. Zasada swobodnej pracy – podstawowej aktywności dziecka, nie zakłada ani wszechmocy nauczyciela ani nieograniczonego zaufania do sił dziecka. Jest to równowaga. Najpierw samodzielność, potem wolność, połączona z odpowiedzialnością. Montessori określiła zasady pedagogiczne korzystania z wolności, która nie ma nic wspólnego z samowolą. Montessori przywiązywała ogromną wagę do znaczenia słowa a więc Montessori powinno zawsze oznaczać system, który ona stworzyła. Warto znać zasady korzystania z wolności. Ta wolność umożliwia spontaniczną eksplorację i odkrywanie.

Klasa często obejmuje przestrzeń zewnętrzną, gdzie dzieci mogą studiować, badać rośliny i zwierzęta w naturalnym otoczeniu. Montessori pomaga rozwijać zainteresowanie obserwowaniem natury trwające często przez całe życie i odkrywaniem świata na nowo. Piękną rzeczą jest, że dzieci wychowywane w duchu Montessori nie widzą odrębności powodowanej kolorem skóry. Poznawanie innych kultur, rozwijanie mocnego systemu historii, zrozumienie siebie, jako jednostki to podstawy pedagogiki. Każda klasa obejmuje trzy poziomy wiekowe. Są one stabilnym środowiskiem, nauczyciel zna każde dziecko, jako indywidualną jednostkę i może jasno adresować komunikaty do jego emocjonalnych i naukowych potrzeb. Nauczyciel rzadko jest w centrum uwagi życia klasy, pracuje z garstką dzieci, podczas gdy pozostałe pracują indywidualnie lub w małych grupach. Często dla trzylatka najlepszym nauczycielem jest inne trochę starsze dziecko, które już opanowało daną umiejętność. Proces jest dobry dla obu: starszego i młodszego dziecka. Dzieci nie tylko uczą się razem, ale i od siebie nawzajem. Młodsze dzieci doświadczają codziennej stymulacji dzięki starszym kolegom - wzorom, którzy w zamian rozwijają zdolności przewodnictwa i odpowiedzialności. W tradycyjnym systemie ciężko o współpracę, pomoc koleżeńską, szczególnie spontaniczną niepremiowaną punktami i stopniami z zachowania. Montessori nie oznacza, co nieraz jest błędnie interpretowane, że dzieci robią to, co chcą, tylko chcą tego, co robią. Kiedy ktoś przyłącza się do szkoły Montessori przyłącza się do społeczności. Dzieci rozwijają mocne więzi pomiędzy przyjaciółmi, innymi dziećmi i nauczycielami. Dzieci czują się kochane i szanowane, jako indywidualności, którymi są. Montessori tworzy system nauki dla dziecka, ale także społeczność dla rodziny. W atmosferze uprzejmości i szacunku dzieci odkrywają, że są zdolne do wielu rzeczy i są niezależnymi jednostkami. Uczą się we własnym tempie i w sposób najbardziej efektywny dla nich samych, jako indywidualnych uczniów. Nie ma tu rzędów ławek, gdzie nauczyciel prowadzi dzieci przez zagadnienia lekcji. W zamian za to są dzieci porozrzucane po sali, pracujące samodzielnie lub współpracujące ze sobą. Szkolnictwo konwencjonalne prowadzi do tego, że o współpracę trudno nie tylko w szkole na różnych szczeblach, ale także w pracy i w parlamencie. Wiadomo przecież, „czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał.”Aby zrozumieć sens Montessori należy wyobrazić sobie dziecko - dziewczynkę lub chłopca w wieku 18, 20 lat, – kiedy będzie osobą dorosłą z ukształtowanym już systemem wartości, osobowością, charakterem i pomyśleć, co trzeba zrobić w wieku 3, 6, 8, 10, 12, 16 lat by taką się stała. Co możemy zrobić, jakie dostarczyć doświadczenia, jakie stworzyć możliwości, co dać dziecku by mogło rozkwitnąć i stać się tym wszystkim, czym może? Montessori uczy dzieci poświęcania dużej uwagi światu- otaczającemu światu, uwagi uwalniającej potencjał dziecka, dzięki jego zmysłom. Z tak dużą dawką pewności siebie, wdrożone do realnego życia i zmotywowane do działania dzieci - uczniowie bez problemów wchodzą w tradycyjny system edukacji stając się zrównoważonymi emocjonalnie ludźmi. Mów dziecku, że jest dobre, że może, że potrafi… powie Janusz Korczak, nauczyciel jest jak promień, którego ciepło aktywizuje, ożywia i zaprasza … podsumuje Maria Montessori i tam… jest moje miejsce. Powrót

Elżbieta Dominik
Dyrektor Ośrodka Edukacyjnego Montessori „Ogródek Marysieńki”
www.ogrodek-marysienki.pl
e-mail:   Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
00-634 Warszawa
ul. Jaworzyńska 8 lok. 1
tel. kom. +48 664 760 584

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Nowe zasady dotyczące cookies

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.

Zmiana ustawień w popularnych przeglądarkach

Internet Explorer 9.0

Z menu przeglądarki (prawy górny róg): Narzędzia > Opcje Internetowe > Prywatność, przycisk Witryny. Suwakiem ustawiamy poziom, zmianę zatwierdzamy przyciskiem OK.

(Więcej na stronie o przeglądarce Internet Explorer)

Mozilla Firefox

Z menu przeglądarki: Narzędzia > Opcje > Prywatność. Uaktywnić pole Program Firefox: „będzie używał ustawień użytkownika”.
O ciasteczkach (cookies) decyduje zaklikanie – bądź nie – pozycji Akceptuj ciasteczka.
(Więcej na stronie o przeglądarce Mozilla Firefox)

Google Chrome

Trzeba kliknąć na menu (w prawym górnym rogu), zakładka Ustawienia > Pokaż ustawienia zaawansowane. W sekcji „Prywatność” trzeba kliknąć przycisk Ustawienia treści. W sekcji „Pliki cookie” można zmienić następujące ustawienia plików cookie:
Usuwanie plików cookie
Domyślne blokowanie plików cookie
Domyślne zezwalanie na pliki cookie
Domyślne zachowywanie plików cookie i danych stron do zamknięcia przeglądarki
Określanie wyjątków dla plików cookie z konkretnych witryn lub domen
(Więcej na stronie o przeglądarce Chrome)

Opera

Z menu przeglądarki: Narzędzie > Preferencje > Zaawansowane.
O ciasteczkach decyduje zaznaczenie – bądź nie – pozycji Ciasteczka.
(Więcej na stronie o przeglądarce Opera)

Safari

W menu rozwijanym Safari trzeba wybrać Preferencje i kliknąć ikonę Bezpieczeństwo. Tu wybiera się poziom bezpieczeństwa w obszarze ,,Akceptuj pliki cookie”.
(Więcej na stronie o przeglądarce Safari)